top of page

Kod źródłowy

Zdjęcie autora: Joanna Szumska
Joanna Szumska
4 dni temu
2 minut(y) czytania

Koniec października, ptasia stołówka za oknem znowu otwarta i ruch taki, że trudno się skupić na malowaniu. Sikorki, kosy, czasem sójka wpadnie na obiad. Zaprzyjaźnione wrony podchodzą pod okno w porach spaceru z psem. Zawsze dostają ode mnie smakołyk. Patrzę na nie, potem na zdjęcie „Kodu źródłowego” w telefonie i wychodzi mi na to, że wcale nie wymyśliłam nic nowego. Przepisałam tylko to, co widać za szybą…plus kilka ikonek.


Na obrazie jest kobieta. Wokół niej motyle, ptaki i znaki — takie, jakie codziennie mijamy na ekranach. Symbole, kreski i kropki, którymi telefon daje mi znać, że czegoś ode mnie chce. Nazwałam ten obraz „Kod źródłowy”, bo długo zastanawiałam się, co nas tak naprawdę napisało. Bo że jesteśmy już trochę zaprogramowani, to chyba nikt nie ma wątpliwości. Żyjemy wśród haseł, aktualizacji i powiadomień.


Sama łapię się na tym, że mówię o sobie jak o sprzęcie. Muszę się zresetować. Bateria mi siada. Mam przeciążony system. A jak już zadzwonię na jakąś infolinię, to i tak się okazuje, że w systemie mnie nie ma ;) To gdzie w końcu jestem?


W informatyce kod źródłowy to ten pierwszy zapis, z którego wszystko potem wyrasta. Wszystko, co klikamy i przewijamy, ma tam swój początek. A ja mam wrażenie, że nasz prawdziwy kod ktoś zapisał dużo, dużo wcześniej. W liściach, w porach roku, w tym, że jesienią chcę kaszmirowych sweterków, a wiosną szukam zapachu ziemi. W intuicji, która podpowiada coś, zanim zdążę to nazwać.


Motyl od zawsze był symbolem przemiany i duszy. Ptak to wolność i przekraczanie granic. Obok nich znaki cyfrowe wyglądają jak nowe hieroglify, które dopiero uczymy się czytać. Dlatego moja bohaterka niczego nie wybiera. Nie wyrzuca telefonu do jeziora i nie ucieka do lasu. Jest pomiędzy, jak my wszyscy. Motyl przelatuje obok ikonki i żadne z nich nie ma do drugiego pretensji. Trochę im zazdroszczę tej zgody, bo mnie samej nie zawsze się udaje. A przecież możemy dopisywać kolejne warstwy aplikacji, filtrów i awatarów, ale pod spodem wciąż działa ten sam, bardzo stary kod.


Cały cykl Awatary kręci się wokół tego „pomiędzy”. W „Algorytmie” kobiecie towarzyszy lis, a w „Pamięci przyszłości” androidka i kobieta z czerwonymi liśćmi stoją do siebie plecami. Jak dwie sąsiadki, które się do siebie nie odzywają ;) Ale to nie jest manifest przeciwko technologii. Sama przecież wrzucam rolki na Instagram i cieszę się z każdego lajka. To raczej próba znalezienia równowagi i zakorzenienia: w ciele, w emocjach, w naturze.


Malowanie bardzo mi w tym pomaga. Farba olejna nie ma przycisku „cofnij”, co boleśnie przetestowałam nie raz. Każda warstwa musi wyschnąć, a ja muszę poczekać. Żadna aplikacja tego nie przyspieszy i bardzo dobrze. Chciałabym, żeby „Kod źródłowy” był zaproszeniem do takiej uważności. Do chwili, w której odkładamy telefon i słuchamy ptaków za oknem.


A Wy? Gdzie odnajdujecie swój kod źródłowy? Napiszcie mi koniecznie. A ja idę dosypać ziarna do karmnika, zanim sikorki złożą reklamację ;)


ps

„Kod źródłowy” i cały cykl Awatary możecie zobaczyć w moim portfolio.


 
 
 

Komentarze


© 2026 by Joanna Szumska Malarstwo sztalugowe

bottom of page