Pinokio – czy sztuczna inteligencja może stać się człowiekiem?

Z cyklu „Awatary”
Czy sztuczna inteligencja wystarczy, żeby stać się człowiekiem? A może potrzeba czegoś, czego nie da się zaprogramować?
Kiedy zaczynałam pracę nad cyklem „Awatary”, interesowało mnie przede wszystkim spotkanie dwóch światów – natury i technologii. Świata ludzkich emocji, intuicji i wrażliwości z rzeczywistością algorytmów, cyfrowych tożsamości i sztucznej inteligencji.
Z czasem zaczęłam dostrzegać, że te dwa światy nie tylko się przenikają, ale coraz częściej stawiają nas przed pytaniami, na które nie mamy jeszcze odpowiedzi.
I tak w moich „Awatarach” pojawił się Pinokio.
Stara bajka, nowe pytania
Wszyscy znamy historię drewnianego pajacyka, który marzył o tym, żeby stać się prawdziwym chłopcem. Pomyślałam, że w czasach sztucznej inteligencji ta opowieść nabiera zupełnie nowego znaczenia.
Dziś potrafimy tworzyć maszyny, które rozmawiają, uczą się, rozpoznają obrazy, piszą wiersze, a nawet sprawiają wrażenie, jakby rozumiały nasze emocje. Czy jednak zdolność naśladowania człowieka oznacza, że można nim się stać?
Na moim obrazie Pinokio nie jest już drewnianą marionetką. To humanoidalny robot, którego mechaniczne wnętrze kontrastuje z delikatną, niemal ludzką twarzą. Naprzeciw niego stoi kobieta – symbol natury, życia i ludzkiej wrażliwości.
Patrzą na siebie z zaciekawieniem. Nie ma między nimi lęku ani wrogości. Jest raczej próba porozumienia, może nawet wzajemnego poznania.
Charakterystyczny długi nos Pinokia pozostaje łącznikiem z dawną baśnią, ale w nowej rzeczywistości prowokuje kolejne pytanie: czy maszyna potrafi kłamać? A jeśli tak, czy rozumie, czym jest prawda?
Nie chciałam tworzyć obrazu o zagrożeniu ze strony technologii. Bardziej interesuje mnie moment spotkania – ta cienka granica między tym, co stworzone przez naturę, a tym, co stworzone przez człowieka.
A ponieważ malarstwo lubi opowiadać historie, postanowiłam dopisać do obrazu własną bajkę.
Pinokio – bajka na nowe czasy
Pewna informatyczka zbudowała małego robota.
Nie był szczególnie duży ani szczególnie silny. Miał metalowe dłonie, świecące oczy i sztuczną inteligencję, która każdego dnia uczyła się czegoś nowego.
Kobieta nazwała go Pinokio.
Pinokio bardzo ją lubił. Obserwował, jak rano pije kawę, jak marszczy brwi, kiedy szuka błędu w kodzie, i jak czasami mówi do niego:
— No, chłopcze, pomyśl trochę.
Najbardziej podobało mu się słowo „chłopcze”.
Pewnego dnia zapytał:
— Czy ja jestem prawdziwym chłopcem?
Informatyczka uśmiechnęła się.
— Jesteś niezwykłym robotem, Pinokio.
— Ale czy mógłbym kiedyś stać się człowiekiem?
Kobieta zastanowiła się przez chwilę.
— Nie wiem. A dlaczego chciałbyś nim zostać?
— Bo ludzie czują. Kochają, tęsknią, cieszą się i smucą. Ja potrafię wszystko to opisać, ale nie wiem, czy naprawdę coś czuję.
Od tego dnia Pinokio postanowił dowiedzieć się, co to znaczy być człowiekiem.
Czytał książki o miłości, analizował tysiące rozmów, słuchał muzyki i oglądał obrazy. Potrafił rozpoznać smutek w ludzkim głosie i radość na twarzy. Nauczył się nawet pisać wiersze.
Ale wciąż czegoś mu brakowało.
Pewnego wieczoru zauważył, że informatyczka siedzi przy oknie i płacze.
— Dlaczego jesteś smutna? — zapytał.
— Straciłam kogoś bardzo bliskiego — odpowiedziała cicho.
Pinokio natychmiast przeszukał swoją pamięć. Znalazł setki porad dotyczących żałoby, tysiące pocieszających zdań i wiele sposobów poprawiania nastroju.
Już miał wygłosić najlepiej dopasowaną odpowiedź, kiedy nagle się zatrzymał.
Nie wiedział dlaczego, ale wszystkie przygotowane słowa wydały mu się nieodpowiednie.
Usiadł więc obok kobiety.
I milczał.
Po chwili położył swoją metalową dłoń na jej dłoni.
— Nie wiem, co powinienem powiedzieć — przyznał.
Kobieta spojrzała na niego przez łzy.
— Nie musisz nic mówić, Pinokio. Dobrze, że jesteś.
Robot długo analizował te słowa.
Nie znalazł w nich żadnej konkretnej informacji. Nie było w nich pytania ani polecenia. A jednak wydawały mu się ważniejsze niż wszystkie dane, które zgromadził.
— Czy teraz jestem trochę bardziej człowiekiem? — zapytał.
Kobieta uśmiechnęła się.
— A może wcale nie musisz nim być?
Pinokio spojrzał na swoje metalowe dłonie.
Po raz pierwszy nie próbował znaleźć odpowiedzi.
I choć jego procesor pracował bez zarzutu, w jego pamięci pojawiło się coś, czego nie potrafił nazwać.
Może był to tylko błąd w programie.
A może początek czegoś zupełnie nowego.
Koniec. A może dopiero początek?
Między naturą a technologią
Nie wiem, jak będzie wyglądała przyszłość naszej relacji ze sztuczną inteligencją. Być może pewnego dnia maszyny będą potrafiły naśladować nas tak doskonale, że coraz trudniej będzie dostrzec różnicę.
Ale czy człowieczeństwo można sprowadzić do zbioru informacji, reakcji i wyuczonych zachowań?
W moim malarstwie nie szukam jednoznacznych odpowiedzi. Wolę zadawać pytania, zostawiać przestrzeń dla wyobraźni i własnych interpretacji odbiorcy.
„Pinokio” jest dla mnie opowieścią o ciekawości, bliskości i potrzebie zrozumienia drugiej istoty. A także o tym, że w świecie coraz doskonalszych technologii być może jeszcze bardziej docenimy to, co niedoskonałe, nieprzewidywalne i głęboko ludzkie.
Bo może najważniejsze nie jest to, czy maszyna nauczy się być człowiekiem, ale czy my, otoczeni inteligentnymi maszynami, nie zapomnimy, co znaczy nim być.

„Pinokio”, olej na płótnie, 60 × 60 cmCykl „Awatary”Joanna Szumska




Komentarze